W wielu regionach Polski zakwitł bez czarny, pora więc przygotować wyśmienitą i zdrową nalewkę 🙂 Ja w tym roku robiłam pierwszy raz w życiu. Ciekawe czy się uda, ciekawe czy będzie tak dobra, jak te, które miałam wcześniej okazję pić.

Bez czarny kwitnie mi pod domem (w tym roku wyjątkowo wcześnie), pachniał do mnie i wołał: „zrób mnie”, „zrób mnie”.

W takim razie ja zrobiłam rozeznanie w internecie oraz wśród znajomych „producentów” wyrobów z darów Natury. Okazało się, że przepisów jest sporo.

Największa kontrowersja (dla mnie) – poddać obróbce termicznej czy nie

W świeżych kwiatach bzu czarnego znajduje się substancja toksyczna, która rozkłada się właśnie po poddaniu ich obróbce termicznej, dlatego w niektórych przepisach zaleca się zalanie kwiatów wrzątkiem.

W większości przepisów nie ma jednak takiej procedury. Może czas, na który trzeba odstawić nalewkę albo ilość i moc alkoholu, którym się ją zalewa robi robotę?:)

Komentarze na ten temat w internecie są dość sporne i często bardzo zjadliwe i tradycyjnie: bardzo mało merytoryczne i nic nie wnoszące (bolączka polskiego internetu).

Dodam też, że piłam nalewkę z kwiatów niezalanych wrzątkiem i przeżyłam. Ponoć chodzi o ilość. Takiej nalewki to się pije kieliszeczek na raz (raczej:)).

Uwagi ogólne

  • Kwiaty zbieramy najlepiej poza miastem, w miejscach niezanieczyszczonych.
  • Zbieramy w słoneczny dzień, najlepiej rano, bo wtedy jest najwięcej drogocennych pyłków.
  • Z każdego krzewu zbierzmy po kilka kwiatostanów (nie ogołacajmy całego krzaka:))
  • Mi łatwo obcinało się kwiaty nożyczkami.
  • Odstawmy kwiaty na około godzinę, by robaczki zdążyły pouciekać.

Przepis nr 1 – banalnie prosty przepis mojego Wujka Jana

Składniki:

1 butelka Martini Bianco lub innego jasnego wermutu
Powiedzmy 15-20 kwiatostanów bzu czarnego (zwanych również baldachami)

Wykonanie:

1. Kwiaty zrywamy, odstawiamy na godzinę, żeby żyjątka zdążyły z nich uciec
2. Wrzucamy kwiaty do słoja i zalewamy wermutem.
Spożywać można już po 3 dniach.

Przepis nr 2 – już większa zamota, przygotowanie trzyetapowe

Większość przepisów w internecie wygląda mniej więcej tak.

Składniki:

40-50 kwiatostanów bzu czarnego
1 litr wody
1 kg cukru
3-4 cytryny
3 limonki
1 litr spirytusu (podawany procent spirytusu bardzo różny), ja kurcze – dodam chyba mniej?

Wykonanie, etap pierwszy:

1. Zbieramy kwiatostany, odstawiamy na około godzinę, by ocalić żyjątka.
2. W tym czasie przygotowujemy syrop z wody i cukru (gotujemy, aż rozpuści się cukier, często mieszając).
3. Wstawiamy kwiaty do słoików (oberwawszy je wcześniej z łodyżek, które powodują, że nalewka będzie gorzkawa), przekładamy warstwami pokrojonej cienko cytryny, zalewamy nasz wkład ostudzonym syropem, tak by zawartość całkowicie pokryć.
4. Przykrywamy szmatką bądź gazą i odstawiamy w ciepłe, słoneczne miejsce na tydzień do 10 dni, co parę dni mieszamy wyparzoną, drewnianą łyżką.

Etap drugi:

1. Po tygodniu do 10 dni powstały syrop przecedzamy przez sitko wyłożone gazą, dodajemy spirytus, limonki, mieszamy i szczelnie zamykamy.
2. Nalewkę odstawiamy na miesiąc tym razem w ciemne miejsce, co parę dni potrząsamy butelką.

Etap trzeci:

1. Po miesiącu filtrujemy nalewkę np. przez filtr do kawy lub herbaty, rozlewamy do butelek, odstawiamy znowu w ciemne miejsce.
2. Na jak długo, zdania są podzielone. Niektórzy zgadzają się na rozpoczęcie smakowania naszego napitku już po miesiącu, inni twierdzą, że na niepowtarzalny smak trzeba poczekać… bagatelka – rok!!!

Rozumiecie dlaczego tak wielką ulgę i radość przyniósł mi przepis mojego wujka?:) Chodzi mi tu głównie o łatwość wykonania, a nie możliwość szybkiego napicia się 😛

Przepis nr 3 – bezpieczeństwo ponad wszystko

Składniki jak w przepisie nr 2

Wykonanie:

1. Odstane kwiaty, z których ewakuowało się już życie, oraz oberwane z twardych łodyżek, wrzucamy do gara, zalewamy litrem wrzątku, dodajemy sok z cytryn i limonek oraz cukier.
2. Odstawiamy na co najmniej 12 godzin.
3. Podgrzewamy na wolnym ogniu, tak, by rozpuścił się cukier.
4. Gorący syrop przelewamy do butelek, tak by starczyło miejsca na spirytus.
5. Po wystygnięciu dolewamy spirytusu.
6. Odstawiamy w ciemne miejsce, co najmniej do zimy. Najlepszy po roku. Smak szlachetnieje z czasem.

Póki co nalewka wg przepisu nr 1 nadawałaby się już teoretycznie do spożycia, natomiast nie mam odwagi 😀

A z produkcją nalewki wg przepisu nr 2 jestem na etapie pierwszym, w trzecim dniu po odstawieniu w ciepłe miejsce.

Jako początkujący wytwórca nalewek, będę wdzięczna za sprawdzone rady doświadczonych czarodziejek kuchni!