Postanowiłam sobie zrobić wypad sama ze sobą. Pierwszy raz w życiu? Zanurzyć się w błogim nicnierobieniu i nicniemyśleniu. Inna sprawa, że oczywiście nic z tego nie wyszło, bo w samotności jeszcze trudniej wyłączyć tą łepetynę, a ciągły zachwyt bajecznym otoczeniem nie pozwalał mi odkleić się od aparatu.

O Pokrzywniku słyszałam wcześniej

Zdjęcia z Pokrzywnika mignęły mi parę razy w internetach. Mocno zapadły mi w pamięć, bo Pokrzywnik zdają się lubić fotografowie i blogerzy, więc cholernie urocze były te zdjęcia. Narobiły mi na Pokrzywnik smaka. Wcześniej robiłam podejście do Pokrzywnika 11, ale nie było miejsc. Ostatnie dni lata udało się celebrować w domu obok. (Swoją drogą dziewiątka też jest prześliczna, jednak to dom prywatny).

Tak – celebrować, bo byłam w tym domu całkiem sama! Bardziej sama się nie dało. Do tego ta bajeczna pogoda, ostatnie dni z temperaturą 30 stopni. Powrót do domu już w świstach wichury, a nazajutrz jakby ktoś wyciągnął wtyczkę „lato”.

Domnumer 10

Zacytuję słowa właścicieli: „Domnumer 10 stoi nad ‚Dzikim Wąwozem’ w Karkonoszach, we wsi Pokrzywnik, 19 km od Jeleniej Góry. Gospodarstwo składa się z domu, obory i murowanej stodoły. W domu, przestronne i lekkie pokoje, każdy z łazienką, pachnąca pościel, salon z kominkiem, drewniany stół i wygodna kanapa.”

Faktycznie ogromne pokoje, stylowo urządzone. Drewno, kamień, bielone mury. I ta przestrzeń w koło! Ten ogród!

Okolica

Okolica też wyjątkowo ładna. Dużo pięknych, starych domów. Nie jakaś zemsta współczesnych budowniczych, jak tu u mnie koło Wrocławia i w ogóle prawie wszędzie gdzie byłam.

Mimo wszystko jednak chillout

Leżałam sobie pod jabłonią, a nocami siedziałam pod rozgwieżdżonym niebem i cykałam foty. I spadały wtedy jabłka na ziemię i ja piszczałam ze strachu, dopóki nie pokapowałam się, że to te jabłka 😀 Piłam se piwko na kocu przy stodole. Albo kawę przy starym, drewnianym stole. Jadłam gruszki prosto z drzewa, rozgrzane od ostatnich promieni lata.

W drodze powrotnej: na grzyby!

Ach, zapytałam Panią na Gospodarstwie, jak z grzybami. W tym roku nic, ale rok temu:

Jakie tu kanie rosły na całej łące! Jakie prawdziwki znosili koszami!

Mimo wszystko postanowiłam spróbować w okolicznym lesie. Rzeczywiście, skrajna susza, zresztą niczego innego się nie spodziewałam. Jak również nie spodziewałam się, że napotkany w lesie człowiek wskaże mi dobrą miejscówkę w oddalonej o kilkadziesiąt km Szklarskiej Porębie. O tym pisałam w poprzednim poście.

Dobrze mi było w te ostatnie dni lata <3