Słuchajcie, chciałabym Wam napisać o grzybach, ale tam gdzie byłam, grzybów nie ma. Tak bardzo nie ma, jak jeszcze chyba nigdy.

No to wrzucę Wam parę fotek fajnych dziewczyn;) A na grzyby czekamy dalej. Przynajmniej w lubuskich, ciężko doświadczonych wielomiesięczną suszą, lasach.

W sadzie

Zabrała mnie moja siostra Ola tam, gdzie wcześniej zrobiła przepiękną, klimatyczną sesję ślubną swoim klientom (nie, nie tym krowom ze zdjęcia poniżej). Dotarłyśmy tam w ostatnich promieniach późno letniego słońca (słońce zachodzi już znacząco wcześniej!). Przeurocze miejsce, resztki złotego światła, i my – dwie wariatki, które z aparatem i w Naturze zawsze dobrze się bawią.

Na szczęście nie przyszedł nas przegonić niemiecki rolnik 😀 Wygoniła nas stamtąd dopiero sama noc.

I w lesie

Kosarzyńskie lasy, które ciągną się na granicy polsko-niemieckiej świecą grzybowymi pustkami. Pod nogami przyjemnie chlupotało, bo poprzedniej nocy wreeeeeszcie lało. Ale czy zaowocuje to grzybem w najbliższych dniach? Bo ten deszcz to znowu tylko raz. A potem znowu upał.

Co za lato!