2 lata temu opublikowałam na stronie pieprznik.pl pierwszego posta. Choć projekt bloga zrodził się w mojej głowie kilka miesięcy wcześniej, późnym latem 2016, to formalnie pieprznik ukazał się światu pod koniec listopada 2016. Z chwilą, gdy nacisnęłam „opublikuj” pod postem o Kosarzynie.

O ja! To już dwa lata. Ale zleciało! Po pierwsze, już drugi raz zastanawiam się, co mnie naszło, by ruszać z projektem pod koniec listopada. Teraz muszę pisać podsumowania wtedy, gdy najchętniej zaszyłabym się pod kocem i nie wyłaziła stamtąd co najmniej do marca, lol.

Co się działo w drugim roku życia pieprznika?

W dużej mierze to samo, co w pierwszym, o czym można poczytać tutaj. Czyli wyjeżdżałam w Naturę, robiłam zdjęcia, pisałam i starałam się to wszystko ciekawie przedstawić na pieprzniku.

A co nowego?

Przybyło followersów i pieprznikowych znajomych i przyjaciół…

… za co jestem wdzięczna i z czego najbardziej się cieszę! Dzięki <3

Dla blogera odzew od świata jest strasznie ważny! Czujesz wtedy, że to co robisz sprawia komuś poza tobą frajdę, a nie, że „walisz w dechę”. Zwłaszcza w sytuacji, gdy nie czujesz się tak do końca komfortowo z „wywalaniem bebechów na wierzch”. A już z próbą promocji swojej pracy to już najgorzej! 😀

Także dzięki i dawajcie znaki życia Kochani.

Ruszyłam z kanałem na YouTube

No jest to na razie jeszcze duże wyzwanie 😀 Techniczne (mój montażysta, 17 letni Syn, załamuje ręce nad jakością moich nagrań). Czasowe (jednak trudno i robić zdjęcia, i filmy, i jeszcze próbować odnaleźć trochę spokoju na wypadzie w Naturę). Natury osobistej (powiem tak, dwa razy staram się gotowego materiału nie oglądać, bo pościągałabym to zaraz z kanału!).

Mimo wszystko widzę w tej działalności potencjał i liczę, że się rozkręcimy.

Dziękuję dobrym duchom za to, że czasem sami z siebie udostępnicie linka do filmu albo do posta, bo wtedy statystyki rosną, a wraz z nimi moje serce. Ty wiesz, że to o Tobie, karma Ci za to odpłaci <3 😀

Byłam w radiu! I w Superbabce!

Mam nowy komputer

Wreszcie: kupiłam sobie nowego, wspaniałego kompa, śliczne biurko i piszę do Was z mojego nowego, milutkiego stanowiska pracy. Siłą rzeczy musiałam zrobić remanent w zdjęciach (dzięki Ci, o dzięki mój Wojtku za Twoją nieocenioną pomoc; gdyby nie Ty – oba komputery wypieprznikowałabym przez okno).

Zmieniłam templatkę bloga

Czyli przeniosłam wszystko na nowy szablon. Nie dlatego, że chciałam, ale dlatego, że nawigacja przestała się wyświetlać na urządzeniach IOS. Strasznie mnie to wkurzało, bo sama mam iphona i nie dało się udawać, że problem nie istnieje. Teraz znowuż coś się sypie z wyświetlaniem zdjęć bannerowych, więc jak nie przysłowiowy urok, to przysłowiowa sraczka…

Poznałam nowe lasy…

… i często jeździłam na grzyby, mimo tego, że sezon był bardzo kiepski!

Jeśli macie zapotrzebowanie na jakiś materiał, na jakieś konkretne treści, dawajcie koniecznie znać. Piszcie też co Wam się podoba, a co byście zmienili.

Cmok! Uścisków sto!

Wasza Marianna