Bardzo ciepła pierwsza połowa listopada sprzyja leśnym wyprawom. Aura obchodzi się z nami wyjątkowo dobrotliwie. W wielu regionach kraju rosną dalej grzyby. Cieszę się, że listopad nie pokazał dotąd swojej najparszywszej twarzy. Litościwie przesuwa się chwila nadejścia energetycznej „zwiechy”. Ale spokojnie. To tylko kwestia czasu 😀

Póki co korzystam z tego co oferuje Matka Natura. W pierwszy weekend listopada śmigałam po zielonogórskich lasach. Przedwczoraj podziwiałam listopadową odsłonę Borów Dolnośląskich.

Sezon grzybowy trwa

Grzyby wciąż są, głównie podgrzybki, ale już takie niepiękne, niemłode, nieszałowe. Na potrawkę niemniej jednak można nazbierać. Innych jadalnych gatunków praktycznie nie uświadczyłam, ani w lubuskim, ani w dolnośląskim.

Wydaje mi się, że inni grzybiarze mogą się pochwalić lepszymi zbiorami. Może szybciej startują, może trzaskają więcej kilometrów, może chodzą bardziej w głąb lasu, może wzrok mi siada 😉 Może mają więcej cierpliwości, może chodzą po lesie większą ekipą. Nie wiem. Przedwczoraj przy autostradzie w stronę Olszyny wszyscy zdawali się mieć pełne kosze. My ledwie na dnie.

Pojawia się coraz więcej doniesień o gatunkach zimowych, jak płomiennica zimowa czy boczniaki ostrygowate.

Wyjątkowo ciepły listopad. Ale las szykuje się do zimowego snu.

Brzozy staruszki, żółto-siwe, buki rdzawo-złote, to ostatnie kolorystyczne akcenty tu i ówdzie. Na ziemi grube dywany z powysychanych liści. Po trzeciej zaczyna zapadać zmrok, w gęstych lasach prędzej.

Wszystko się wycisza, zasypia, kończy. Nagie drzewa robią klimacik, bardzo dobry do listopadowej sesji foto:) Gdy znaleźliśmy się przedwczoraj w takim nastrojowym lesie na wzgórzu, zarządziłam koniec grzybobrania, bo przeważył zew fotograficzny. Trudno, rozdwoić się nie da, zwłaszcza, gdy las o czwartej mówi:

No to pa! Do następnego razu.

Dzięki listopadzie za Twoje łagodne oblicze w tym roku!