Nie wiem w jakim kierunku mnie poniesie, ale chyba potraktuję ten temat humorystycznie. Mimo że ręce zrobiły mi się mokre, gdy wróciłam do tych starych hejterskich komentarzy, które skłoniły mnie do napisania tego posta.

Te 3 zdjęcia, które widzicie na bannerze, udostępnione w kilku miejscach w sieci pod koniec września, wywołały gównoburzę, z jaką wcześniej nie miałam do czynienia. A wrzucałam podobne fotki już nieraz i raczej wzbudzały sympatię lub przechodziły bez większego echa. Nie wiem o co tam właściwie poszło, może mina nie taka, a może gdy jeden zaczął hejtować, inni chętnie się przyłączyli.

Wydawałoby się, że grzyby i kontakt z Naturą to raczej temat niewzbudzający negatywnych emocji, łączący ludzi dzielących tą samą pasję. Chodzimy sobie po lesie, zbieramy grzyby, jest miło. Ale nie – i tu potrafi być jak na polu minowym. Jedna nie taka słodka buźka, jeden nieuważny komentarz i hejt rozpala się, jakby co najmniej chodziło o szczepienia czy politykę.

Hejt* w Internecie. Przykłady z mojego własnego pieprznik-życia

Hejt na grzybowych grupach na facebooku

Cóż za nieodpowiednie zachowanie wrzucać na grzybową grupę swoje zdjęcia z grzybobrania (dopuszczalne jest jedynie zamieszczanie zdjęć samych grzybów, bez siebie). Łamiąc te fundamentalne prawa dowodzisz, że jesteś wyzbytym wszelkich zahamowań ekshibicjonistą, idącym po trupach, by rozreklamować swą facjatę.

Co więcej „dzióbki” już takie niemodne i niechciane, i lepiej w ogóle bym zamknęła tą buźkę, bo mi strzyżak wleci (taki kleszcz).

W gruncie rzeczy miejsce dla takich jak ja jest na Instagramie.

Hejt na youtube

Jakby mi było mało, założyłam kanał na youtube i tam także niemiłosiernie wystawiam się na ocenę swojego wyglądu, nawyków, ba – a nawet stroju.

Bo choć „jestem ładniutka”, to nieodpowiednio się do lasu ubieram. Co więcej, odpowiadam na komentarze jedynie mężczyzn.

(Fakt, muszę się z tym youtubem lepiej oswoić, po prostu częściej tam wchodzić i szybciej odpowiadać na komentarze, zwłaszcza, że każdy kontakt ze strony obserwatorów jest dla mnie niezwykle cenny!).

Uwaga, gdy komentujesz posty innych

Raz zupełnie nieświadomie „wdepłam w minę” komentując post kogoś, kto zamieścił zdjęcie swoich grzybów (błąd – nie przeczytałam komentarzy pod zdjęciem!). Choć mój komć dotyczył zdjęcia głównego i był miły, w błogiej nieświadomości nacisnęłam na odcisk innego komentującego, który odebrał to, co napisałam, jako atak na jego praktyki grzybiarskie. Lol.

Hejt ogólnogrzybowy

Ależ oczywiście, że nie jestem jedynym grzybiarzem, któremu się dostaje za publiczną ekspozycję w necie. Praktyki grzybiarskie to bowiem temat wysoce hejtogenny:

  • Nie wycina się tylko wykręca barani łbie!
  • Za małe zbierasz!
  • Za stare zbierasz!
  • Za dużo zbierasz!
  • Przez takich jak ty niedługo grzybów nie będzie!
  • Tylko idiota zbiera do reklamówki!
  • Jak śmiesz zadawać pytanie w grzybowej grupie, jak ten grzyb się nazywa?! (może bym inaczej gadała, gdybym była administratorem którejś z tych grup).

Jak widzę, że ktoś wrzuci zdjęcie grzybów w reklamówce, to już współczuję biedakowi.

Zaraz cię pożrą – myślę sobie, nie ma dla ciebie już ratunku.

Mnie też dziwi powiedzmy, że ktoś zbiera stare kapcie i się tym jeszcze chwali, a mimo tego nie piszę mu zaraz, że jest głupi 😉

Skąd się bierze hejt w internecie?

Bo łatwo, bo można, bo anonimowo, bo jesteśmy przekonani o własnej racji i zamknięci na to, że ktoś inny może być inny niż my. Że może myśleć inaczej, robić inaczej, być nauczonym inaczej. Bo w takich miejscach najłatwiej się energetycznie wyżyć, ale to już grubszy temat i nie będę w to wchodzić😊

To truizm oczywiście, ale warto się pochylić nad tym, dlaczego ktoś jest taki, a nie inny i czy naprawdę musi być taki jak ja.

To po co się w to ładuję?

Bo jak coś robimy, to chcemy się tym dzielić z innymi, pokazać to światu i ja też tak mam😊 Poza tym udostępnianie treści, które tworzę, w grupach o tej samej tematyce, to jak dotąd najskuteczniejsza forma promocji bloga i dotarcia do jak największej liczy osób.

Czy czuję się komfortowo z udostępnianiem swoich postów, filmów? Nie, niestety nie, czy to z obawy o negatywny odbiór czy z niechęci do narzucania się.

Jednak większość reakcji to nie jest hejt😊

Nie zrozumcie mnie źle, napisałam tu o hejcie, bo on najbardziej boleśnie dotyka, choć z wszystkich reakcji na moją działalność, jest go najmniej!

Ogólnie spotykam się z miłym odbiorem, z serdecznymi komentarzami i słowami zachęty do dalszego działania. I rozumiem, że mogę kogoś czymś wkurzać. Jak ktoś mi bezmyślnie przypieprzy, to czy to boli? O tak, i to jak, ale trzeba nauczyć się z tym żyć. Albo wypisać się z internetów.

O kurcze! Ale pojechałam! Dziś mało zdjęć, ale długi wywód.

*Hejt – nienawiść (z angielskiego hate). W poście bardziej mowa o czymś takim.