Zobaczyłam dzisiaj rano na fejsie, że znajomy wrzucił zdjęcie płomiennicy zimowej – znalezisko z wrocławskiego Parku Tysiąclecia. To dosłownie kilka kilometrów od mojego domu.

Ja nie znajdę?! Odezwał się we mnie niespokojny głos poszukiwacza grzybów.

Chwilę później, poubierana od stóp do głów, niezrażona pogodą, umiarkowanie podekscytowana, choć jednak niezbyt wiele po tym wypadzie oczekująca, przemierzałam błotniste ścieżki Parku Strachowickiego, od którego postanowiłam rozpocząć zimowe grzybobranie wrocławskie.

Rekonesans po Strachowicach stonował moje wyobrażenia. Zero grzybów. Pogapiłam się na ptaki, wzięłam parę haustów świeżego, wrocławskiego powietrza (:)), po czym ruszyłam w stronę domu. Dla spokoju ducha postanowiłam na chwilę wstąpić do Parku Tysiąclecia.

Zaparkowałam na uboczu i weszłam w głąb lasu (bo ten nasz Park Tysiąclecia bardziej przypomina las niż park, poza smutnym faktem, że przy ścieżkach jest niemiłosiernie wręcz zaśmiecony przez ludzi!). Nic nie wskazywało na to, by sytuacja grzybowa była tam jakoś bardziej fortunna. Spotkałam tylko jednego trzęsaka pomarańczowożółtego, ale wysoko na drzewie, i przy tej pogodzie nie sposób było go ciekawie sfotografować.

Wycofywałam się powoli na z góry upatrzone pozycje, czyli na gorącą herbę z miodem, goździkami, limonką i pomarańczą do domu, ale postanowiłam dać ostatniego nura w głąb leśnej, błotnistej gęstwiny.

Na nagrodę w postaci pierwszej grupy płomiennicy zimowej nie trzeba było długo czekać. Co chwila ujawniały się kolejne, coraz piękniejsze stanowiska płomiennicy, a potem także inne gatunki grzybów. W tym – jako kropka nad „i” – kilka uszaków bzowych (niestety nie były to całe obrośnięte drzewa, jak się nie raz widzi, ale i tak super)!

Aparat poszedł w ruch, kamera też. Serce zaczęło mi walić, poziom ekscytacji prawie jak we wrześniu, deszcz rozpadał się na całego, ale nie przeszkodziło mi to siedzieć w lesie przez blisko 3 godziny.

Płomiennica zimowa i uszaki bzowe to jadalne gatunki grzybów. Ja jednak tym razem tylko podziwiałam i fotografowałam, nie zbierałam. A w sumie, jak mam być z Wami całkiem szczera, to nigdy nie jadłam, ale widziałam wielokrotnie w sieci te grzyby w koszykach, na patelniach, w marynatach oraz w rosole. Więc wszystko jeszcze przede mną.

Zapraszam na fotogalerię i sprawozdanie video.