Czy czterodniowy wyjazd na Wybrzeże Amalfi – wliczając w to podróż – ma sens?

O tak, z ręką na sercu powiem Wam, że tak! Dla tych widoków pojechałabym nawet na kawę😉 Albo aperola. Przy sprawnej organizacji da się w tym czasie całkiem sporo zobaczyć.

My zrobiłyśmy sobie z moją siostrą Olą babski wypad w połowie kwietnia, czyli poza szczytem sezonu. Myślę, że wybór takiego terminu to strzał w dziesiątkę! Zero korków, zero kolejek. Ceny – jak mniemam – również niższe niż latem. Lot i spanie zabookowałyśmy ze sporym wyprzedzeniem, w lutym.

Włochy jak zwykle mnie totalnie ujęły i urzekły. Nic na to nie poradzę. Ja kocham Włochy całym sercem.

Jak się na Wybrzeże Amalfi dostać?

Z Wrocławia jest lot Ryanair’em do Neapolu, godziny luksusowe, żadnego wstawania o nieludzkich porach. Wylot o 14:25, powrót o 16:30. Potem sytuacja się komplikuje.

W wyniku przekopania internetu ustaliłam, że do wyboru mamy następujące opcje dostania się z lotniska w Neapolu na Wybrzeże Amalfi:

  1. Dwoma autobusami i pociągiem.
  2. Trzema autobusami.

Biorąc pod uwagę ilość przesiadek, prognozy odgrażające się deszczem oraz nasze torby wypchane sprzętem foto, włączając w to statyw standardowej wielkości, w dzień wylotu wynajęłyśmy na lotnisku samochód.

Autem po Wybrzeżu Amalfi

I tu nie obeszło się bez przygód oraz nieplanowanych, dodatkowych wydatków, jednak w ogólnym rozrachunku był to słuszny wybór. Zjeździłyśmy całe Wybrzeże Amalfi, nie zmokłyśmy na skuterze w czasie ulewy z gradem (planowałyśmy wynająć na miejscu skuter), mogłyśmy się wygodnie przemieszczać ze sprzętem foto, a ja przez bite 4 dni rozpływałam się nad swoim kunsztem kierowcy😉

Amalfitana

Amalfitana – droga wiodąca z Sorrento przez Amalfi do Salerno – oferuje za każdym zakrętem widoki zapierające dech w piersiach! Chciałoby się stać i podziwiać, a nie jechać. Zresztą – jak się dało – porzucałyśmy przy drodze auto, by sfotografować co piękniejszy widok.

Amalfitana – kręta i wąska, jakimś cudem wyrwana skałom, to dla kierowcy niezłe wyzwanie. Podejrzewam, że latem tak zakorkowana, że o jeździe nie ma praktycznie mowy (i wtedy sobie można podziwiać😊).

Miasteczka śliczne jak marzenie

My spałyśmy w miejscowości Furore (noclegi czterokrotnie tańsze niż np. w słynnym Positano, ale większa część Furore nie leży przy samym morzu). Pierwszego dnia pojechałyśmy „w prawo”, w stronę Salerno. Wszystko co widziałyśmy z auta, jak i w czasie postojów robiło doprawdy ogromne wrażenie. Amalfi, Atrani, Ravello, Minori, Maiori, Cetara (ochrzczona przez moją siostrę – Et Ceterą), Vietri sul Mare. Jeden dzień to oczywiście za mało, by to wszystko dokładnie zwiedzić i poznać, ale nie taki był cel tej wyprawy. Nurzałam się w ogólnym pięknie całego otoczenia.

Cały drugi dzień spędziłyśmy w Positano: słynne z bajecznie umiejscowionych na wzgórzu kolorowych domów, objechane przez wielu za drożyznę i zatracenie lokalnego charakteru na rzecz turystów.

Nam się podobało😊 Przeżyłam tam też swój „highlight” wyjazdu, mianowicie odpłynięcie (duchowe, do wody nie wchodziłam :D) w pełnym relaksie na kamienistej plaży. Było jak w SPA. Ciemne otoczaki parowały ciepłem, morze szumiało, na plaży nie tłoczno. Potem moja siostra powiedziała, że jej się nudzi i poszłyśmy przedreptać 16,5 tys. kroków.

W końcu była to misja fotograficzna.

Jedzenie

Brak słów by opisać dobre, włoskie jedzenie, jednak my tym razem jakoś nie miałyśmy szczęścia. Godna polecenia jest Ristorante Bruno w Positano. Zjadłam tam przepyszną domową pastę z owocami morza. Poza tym było ok, ale bez szału. Niektóre lokale wyglądały wręcz jak stołówka. Nasze Furore furory kulinarnej nie robiło. Ceny raczej wysokie, nawet w Furore.

Pogoda w kwietniu

Przez cały tydzień przed wyjazdem maniakalnie odświeżałam prognozy pogody i nic nie chciało dać mi nawet odrobiny otuchy: 13-15 stopni i deszcz. 12-15 kwietnia to był ten moment zwiechy pogodowej, gdy we Wrocławiu temperatura spadła z solidnych 20 stopni na 5 i miał padać śnieg.

Nie wiem czy to kwestia nastawienia się na najgorsze i ostatecznie pogodzenia się z pogodowym „wyrokiem”, na miejscu okazało się, że mimo niewysokich temperatur, jest całkiem przyjemnie. Temperatura odczuwalna była wyższa niż ta faktyczna, padało tylko raz, za to konkretnie! Więc co – generalnie strachy na lachy.

***

Nic dziwnego, że Wybrzeże Amalfi wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości.

Ogólnie Włosi są wyjątkowo uprzywilejowani! Farciarze mają najlepszą kawę, panna cottę, Rzym, Alpy, Sycylię i miejsca perełki, takie jak Wybrzeże Amalfi.

***

Zdjęcia: Panna Sieniuć Fotografia i ja.