Jak ja lubię spotkać się z moją rodziną w ich domu na wsi! Otwieramy prosecco. Na stół wjeżdża jedzenie z prawdziwych warzyw z przydomowego ogrodu. Potem kawa, och – czekałam na to!

Ekipa rzuca się na hamak, a ja rzucam się z aparatem po całym ogrodzie, jak dzik.

Dla mnie to najmilsze chwile w całym roku. A niech sobie będzie nawet największy upał. Zawsze przypomina mi się wtedy film Bertolucciego „Ukryte pragnienia”, tylko my chillujemy w Maszkowie, a nie w Toskanii:) Gadamy do nocy, wpychając w siebie żarcie, nawet gdy już dawno nie powinniśmy.

Letni chillout w mieście też kocham ponad wszystko!

Po pracy często idę na kawę. Albo na wino. Jestem uzależniona od miasta. Albo zabieram koc i jadę rowerem do mojego ulubionego wrocławskiego Parku Strachowickiego. Jest tyle możliwości sprawienia sobie małej frajdy! A najwięcej chyba właśnie latem.

Lato, lato, już mi Cię brak

Mimo że jeszcze trwasz, a prognoza dalej odgraża się 35 stopniami. Nie przekona mnie żadna kartka z kalendarza. Bo dnie coraz krótsze i w powietrzu smutek przemijania. Za 2 miesiące będzie szósty października…