LIFESTYLE

Makroprzestrzenie z Magdą Wasiczek i Akademią Nikona, czyli pieprznik się doszkala

6 czerwca 2017
Magda Wasiczek i Akademia Nikona

Makroprzestrzenie z Magdą Wasiczek i Akademią Nikona – taki tekst ukazał mi się, gdy otworzyłam swój ostatni prezent gwiazdkowy.

No bo jedyna rzecz jaką ty lubisz robić to zdjęcia makro, powiedział Święty Mikołaj, oczywiście mąż:)

I choć termin tak odległy, że wydawał się aż nierealny, w ubiegły weekend skonsumowałam wreszcie swoje zapro. Spakowaliśmy manatki, jak na co najmniej dwutygodniowe wczasy, i wyruszyliśmy – tym razem na wschód Polski, do Janowa Podlaskiego (graliście kiedyś w państwa – miasta? Za moich czasów Janów Podlaski był zawsze „miastem na jot” i oto po 30 latach stał się „miastem” z krwi i kości, a raczej chyba wsią, na to wychodzi:)).

Makrofotografia w moim życiu

Od kiedy tylko złapałam bakcyla fotografowania, ciągnęło mnie do robienia zdjęć z bliska. Próbowałam różnych możliwości uzyskania dużej skali odwzorowania i szybko zrozumiałam, że dobry obiektyw makro to mus. To był strzał w dziesiątkę i najlepsza inwestycja! Na foto łowy zawsze zabieram moją „stopiątkę makro”.

Magda Wasiczek i jej baśniowe makroprzestrzenie

Warsztaty, na które zabrał mnie mąż, prowadzi utalentowana i utytułowana makrofotografka Magda Wasiczek. Jak mówi sama o sobie, po pewnym czasie zaczęła poszukiwać czegoś więcej niż klasyczna fotografia makro. Zaowocowało to tworzeniem niesamowitych i baśniowych obrazów, które szalenie przypadły do gustu uczestnikom warsztatów.

Łapcie wiedzę i sprzęt

Magda podzieliła się z nami nie tylko swoim „know-how”, ale i sprzętem! Każdy mógł wypróbować dowolną ilość jej niezliczonych obiektywów, pierścieni i wszystkich tych bajerów, które ze sobą przywiozła.

I choć pierwszego dnia byłam do tych inności sceptycznie nastawiona (bo ja jednak strasznie lubię tą książkową, poprawną fotografię makro „bez bajerów” oraz boję się nowości), to drugiego dnia zapałałam do blików w kształcie gwiazdek i obrazów magicznie namalowanych przez obiektyw „Rubinar” i inne Magdowe cudeńka z przepastnej torby.

Fotografowanie o świcie – wyzwanie dla śpiochów

Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę spotkaliśmy się na łące o świcie (przed piątą!!!). Oj, nieczęsto widzę świat o tej porze. Zdecydowanie wolę wygodę dobrego światła wieczorem. Pocieszające było to, że drugiego dnia wszyscy wyglądaliśmy jak zombie:) Powątpiewam więc, że inni na co dzień ochoczo hasają w porannej rosie.

Motyle rano śpią…

Mnie tam naprawdę zadowala wieczorna złota godzina, jednak wczesny poranek oferuje coś nie do przecenienia… śpiące owady. Mój wdzięczny model w postaci motyla o 5:30 rano pozwolił się:

  • spsikać zraszaczem
  • ustawić w innej pozie
  • oberwać kawałek (nie, nie – nie nóżki, gałązki, która go przesłaniała)
  • i dał się obfotografować do woli z każdej strony, aż poczułam się kontenta.

I wpuścili nas do ogrodu…

… gdzie rozpierzchliśmy się jak stonka, ze swoim sprzętem i ze swoimi zraszaczami. Bo makrofotografia to coś, w co naprawdę można wsiąknąć, tracąc rachubę czasu. Ile razy zdarzyło mi się wisieć nad jedną biedronką czy drobnym kwiatuszkiem aż rozbolały mnie plecy i kolana. Dostrzegłam podobne pozytywne zakręcenie u pozostałych kursantów:)

Masterclass Akademii Nikona

Zdecydowanie warto się wybrać i zaczerpnąć z doświadczenia ekspertów. Akademia Nikona organizuje masę różnych kursów, super mi wygląda fotografia kulinarna czy fotografia dzikiej przyrody. Lubię też myśl, że co człowiek, to inne zainteresowania. Jednego będzie kręcić street photo, a drugiego zbliżenia kwiatków.

Trzy dni z kluchami i masterclass pakowania

Załadowaliśmy cały bagażnik, w tym ze dwa kilo papryki, dwa rodzaje kasz i masło klarowane, by przestrzegać swojej zdrowotnej diety oraz przyprawy, płytę indukcyjną i garnki do kawy według pięciu przemian, by przez trzy bite dni wciągać bułki i pierogi, zalewając to wszystko kawową „parząchą”.

Natomiast na nogi poleciał krem do twarzy, bo kto by jeszcze ogarnął balsamy. Nie mówiąc o braku podkładu, który obok tłustego łba był „kropką nad i” mojego upodlenia (powagę sytuacji zrozumie tylko inna kobieta:)).

Co dalej

Strasznie mi się chce robić lepsze zdjęcia.

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Paweł Lenart 8 czerwca 2017 at 05:44

    Marianno – gratuluję, bardzo dobry tekst i duża dawka humoru. 🙂 Kochasz zdjęcia makro. To widać! Takie warsztaty są niezwykle pożyteczne. Sam kiedyś planowałem wybrać się na jakieś, ale tradycyjnie brak czasu nie pozwala.

    Z rana – jeszcze przed wschodem Słońca przyroda, łąki i lasy wyglądają magicznie. Nieraz znajomi zastanawiają się, dlaczego jadę do lasu tak wcześnie? Mówię im, że jak sami pojadą to uzyskają odpowiedź. 🙂

    Mówiąc krótko: Pieprznik się doszkolił, teraz czas aby cosik pokazało się w lesie, a wtedy Pieprznik się dogrzybi. 🙂 🙂 🙂 Prognozy czerwcowe są całkiem ok. Niewykluczone, że nizinne tereny Dolnego Śląska punktowo będą nam darzyć grzybami. Serdeczności! 🙂

    • Reply pieprznik 8 czerwca 2017 at 08:48

      Dzięki:)
      Zgadza się, takie warsztaty to fajna sprawa. Można podpatrzyć warsztat mistrzów, obczaić nowy sprzęt, pobyć z innymi zakręconymi na punkcie fotografii:)
      Nic jednak nie zmieni faktu, że trzeba ciągle próbować samemu, szukać dobrego światła, pięknych miejsc. Po prostu działać!

      Grzybów straszliwie już potrzebuję: duchowo i na bloga:D

      Darz Grzyb! Darz światło:) Miej moc!

    Skomentuj

    Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.