Zakochałam się w Górach Bystrzyckich! Gdy pojechałam tam ostatnio, w niedzielę, przeżyłam jakąś wyjątkową magię. Ale to NAPRAWDĘ wyjątkową. Zrozumiałam że zmiana moich upodobań co do lasów i miejsc, na które jeżdżę na grzyby, jest prawdopodobnie nieodwracalna. Myślałam, że nic nigdy nie wyda mi się bardziej atrakcyjne i wyjątkowe niż mój Kosarzyn i moje lubuskie lasy, ale już sama nie wiem (co jest ze mną, do cholery, nie tak!?:)).
Może chodzi o względy praktyczne. Na przykład taki Milicz (moja miłość z rozsądku), do którego pojechałam na zwiady dzień wcześniej, kompletnie mnie zasmucił! Bezgrzybie na maksa, szaro, pusto i beznadziejnie. Nie do końca kapuję dlaczego, bo przecież parę dni wcześniej znalazłam grzyby we… Wrocławiu! Dlaczego więc w Miliczu aż taka klapa?! Znaczy wiadomo dlaczego, bo nie padało tam przez pół roku 😀
W górach z reguły jest większa szansa na udane grzybobranie, ze względu na większą ilość wilgoci i niższe temperatury.
Nie. Nie chodzi o względy praktyczne. Lubię łazić po górskich lasach. Lubię że jest tam więcej zróżnicowanych gatunków drzew. Zaczynają mnie interesować inne grzyby. Zaczynam w ogóle dostrzegać inne gatunki grzybów. Niektóre nawet zjadam. Tak jak ostatnio kolczaka (nic specjalnego swoją drogą :D). Kto wie, może niedługo będę wpieprzać muchomory 😀
Z Wrocławia w Góry Bystrzyckie jedzie się około 2 godziny (niestety nie jest to więc opcja na „po pracy”). Kierunek Kłodzko, potem odbija się na trasę 33 w stronę Boboszowa, a z niej zjeżdża się na Bystrzycę Kłodzką. W Nowej Bystrzycy zaczyna się magia. Śmieszna sprawa, bo ja mam swoją ulubioną miejscówkę właśnie w Nowej Bystrzycy (nie koło, ale w: Nowa Bystrzyca to bardzo długa wieś). Potem przemieszczam się krętą drogą, z której roztaczają się piękne widoki, dalej pod górę, w stronę Spalonej. Chcę poznać lepiej tamte lasy!
Nie nazbierałam ostatnio zbyt wiele grzybów, ale mogłabym więcej😉 Strasznie się guzdrałam, przy wszystkim zatrzymywałam na długo, wzdychałam, przeżywałam, fotografowałam, filmowałam, zbierałam liście, kwiaty i ozdoby do kompozycji, które potem układałam.
- Tyle nazbierałam ostatnio w Górach Bystrzyckich, ale mogłabym znacznie więcej, gdyby nie poboczne misje;)
Leśne graficzki – NOWOŚĆ😉
- Grzybowa graficzka, moja największa ostatnia pasja <3
- Grzybowa graficzka
Z ciekawszych znalezisk z ostatniego wypadu w Góry Bystrzyckie: kolczaki (chyba obłączaste, ale nie mam pewności czy nie rudawe), okratki australijskie (dużo!), sromotniki smrodliwe (dużo!). Oprócz tego sporo rydzów (wszystkie nienadające się do wzięcia, a szkoda, bo jadłam raz w życiu, w knajpie w Zakopanem, a „mam na rydza smaczek”), piękne, jędrne koźlarze czerwone; jedna, młoda, tłusta, brązowa babka; trochę kurek; trochę prawdziwków – też przeważnie starszych i robaczywych.
- Borowiki szlachetne – wszystkie okazały się robaczywe
- Koźlarz czerwony w moim nowym, ulubionym lasku, tam nieopodal rosły też sromotniki, okratki, prawdziwki, kurki i mnóstwo gołąbków
- Koźlarz czerwony: konkret 😛
- Koźlarz czerwony
- Jedyne tego dnia podgrzybki brunatne
- Podgrzybek brunatny (ten sam co wyżej, drugiego na tym zdjęciu nie widać)
- Pieprznik jadalny
- Kolczak (obłączasty? rudawy?). Z góry łudząco podobny do kurki.
- Borowik ceglastopory – tegoroczny obiekt sporów i żartów na grzybowych grupach (w zeszłym był to maślak pstry)
- Gołąbek. Jaki? Jeden z 300 polskich gatunków 😀
- Okratek australijski, wstrętny intruz i śmierdziel;)
- Sromotnik smrodliwy, bezwstydnik jeden!
- Sromotnik smrodliwy
Weekend już niedługo, ale co najlepsze – przede mną dwa, wypasione, dłuższe wypady na grzyby. A jeden to taki, że ja cię kręcę <3
2 komentarze
kolczak obłączasty 🙂
Ł
Dzięki:)