Pojechałam parę dni temu do siostry do Gubina. Głównym punktem programu był oczywiście wypad do Kosarzyna na sesję zdjęciową w lesie oraz podziwianie dzikich przebiśniegów.

Pogoda nie nastrajała do spacerów. Luty w swoim najgorszym wydaniu. Wiatr smagał nieprzyjemnie, aura bura, otoczenie wypłowiałe i znoszone.

Mimo wszystko udało nam się wyczarować udane klatki w kolorach ziemi. Wystarczyły dobre humory, uśmiech „on”, zbędne ciuchy „off”, gotowość wlezienia na drzewo, w bagno, czy wciśnięcia się w zeschłe gałęzie i voilà!

Sesja zdjęciowa w lesie
Moja siostra ma talent do wynajdowania ciekawych miejsc do robienia zdjęć. Tu np. wcisnęła mnie w zeschłe trawy i proszę, jak to się dobrze udało! Sepia love.
Sesja zdjęciowa w lesie
Ola, tym razem w roli modelki <3
Sesja zdjęciowa w lesie
B&W
Sesja zdjęciowa w lesie
Sesja zdjęciowa w lesie
Sesja zdjęciowa w lesie
Tu Ola upatrzyła sobie dla mnie te trawy i była nimi doprawdy zachwycona!
Sesja zdjęciowa w lesie
Gotowa do wzbicia się w przestworza! 🙂
Sesja zdjęciowa w lesie
Kocham!

Moje pierwsze tegoroczne przebiśniegi!

Po sesji beauty przeniosłyśmy się w przebiśniegową miejscówkę. Ciekawe, że tam rozbieranie się do swetrowego rosołu już kompletnie mi nie doskwierało. Wpadłam w absolutny trans fotografowania dzikich przebiśniegów, tak, że aż zrobiło mi się gorąco!

Sesja zdjęciowa w lesie
Tarzanie się w błotku: standard. A potem to się dziwię, że po wyjściu do lasu mam zakwasy 😀
Sesja zdjęciowa w lesie
Hm, ciekawe jak mi wyszły przebiśniegi? A tak naprawdę to: „pozuj, jakbyś oglądała, jak ci wyszły przebiśniegi” 😀

Po trzydziestu latach znowu na drzewie

Tydzień wcześniej byłam w Alicante, w Hiszpanii. Najbardziej zafascynowały mnie tam ogromne fikusy. Ktoś napisał pod filmem na facebooku, że nie wiadomo dlaczego, wypatrywał mnie na tym fikusie. I przyznam, że nie było to całkiem niedorzeczne oczekiwanie 😀

W dzieciństwie ciągle łaziłam po drzewach. Uwielbiałam to. Nie bałam się i nigdy nic mi się nie stało. Z resztą wiecie, jak to jest: najwięcej wypadków zdarza się w kuchni 😀

Gdy więc dostrzegłyśmy z Olą w Kosarzynie sytuację fotograficzną na drzewie, nie omieszkałyśmy z niej skorzystać (zabawne, że po angielsku mówi się „to jump at the opportunity”, czyli skorzystać z okazji, a w wolnym tłumaczeniu „wskoczyć na okazję”; więc my skorzystałyśmy z okazji wskoczenia na gałęzie; dobra – sorry).

Sesja zdjęciowa w lesie
Po 30 latach znowu na drzewie. Może niewysoko, ale to tak na dobry początek 🙂

Wysoko nie weszłam, ale może następnym razem zdobędę gałąź na poziomie nr 2. (Nie raz marzy mi się stawanie na rękach albo wdrapanie się naprawdę wysoko na drzewo).

My z Olą nadajemy na tych samych falach.

Nie masz nigdzie indziej energii i frajdy większej niż ta, gdy robimy coś razem <3. A już w lesie i z aparatem, to na pewno! Obie kochamy zdjęcia i grzyby. I siebie.

Sesja zdjęciowa w lesie
Tajemniczy las i ostatnie tchnienia zimy
Sesja zdjęciowa w lesie
„Ale Ci zrobię reportaż!”: podjarała się Ola

Przepiękne zdjęcia do posta: Panna Sieniuć Fotografia <3