Od kilku lat chodzę na grzyby również zimą. Mimo że jestem zapalonym grzybiarzem od dziecka, zimowe gatunki grzybów „zaistniały” w mojej świadomości relatywnie niedawno, mniej więcej wtedy, kiedy zaczęłam prowadzić pieprznika.

Po pierwsze zaczęłam się bardziej interesować i otwierać nie tylko na to, co zbierało się w domu rodzinnym. Po drugie zaczęły mi się podobać zupełnie inne lasy, a zimowe grzyby preferują miejsca, które kiedyś omijałam szerokim łukiem!

No więc latam teraz po lasach liściastych, łęgowych, po gęstwinach, gdzie nie brak starych, zbutwiałych gałęzi i na wpół martwych drzew i krzaków. Tylko za plus można uznać fakt, że nie muszę już „rypać” po 200 km do lasów, które mnie zadowalają: podwrocławskie parki i lasy robią robotę. Są wystarczająco dobre, a nawet zaczynam je na serio lubić.

Uszaki bzowe

Uszaki bzowe to moje ukochane zimowe grzyby! Zarówno pod względem fotograficznym, jak i smakowym. Można je znaleźć przez cały rok, ale zimą – gdy wybór gatunków jest raczej ograniczony – cieszą szczególnie.

Co ciekawe jest to nasz lokalny odpowiednik azjatyckich grzybów mun (lub mung), które znajdziemy na „orientalnej półce” w supermarkecie. W Azji uszaki uprawiane są od lat, cenione w kuchni, ale również w medycynie.

Kto by pomyślał lata temu, gdy namaczałam grzybki mung, żeby dodać je potem do potrawki pięć smaków, że sama kiedyś znajdę takie grzyby na krzaku i to świeże😊! (Swoją drogą zawsze fascynuje mnie i to totalnie, jak gotuję coś znalezionego przez siebie lub choćby coś z działki czy ogrodu <3).

Uszaki rosną głównie na bzie czarnym. W temperaturach dodatnich i po deszczu są galaretowate, mięsiste, chrząstkowate, gumowate, ach – ekstatycznie się je dotyka! 😛

Mój mąż mnie ostatnio rozpracował, powiedział:

Wiem czemu cię tak kręcą! Bo są jak uszy jamnika 😀

A ja mam na punkcie jamników absolutną ambę.

Brązowe, czasem z odcieniem fioletowawym, pod światło nieco prześwitujące, super-fotogeniczne.

W okresach suchych – uwaga, tu z pewnością przeżyjecie szok (D) – zaschnięte, kompletnie zmieniają fakturę i konsystencję, a także kolor na ciemnobrązowy, do czarnego. I tak można je zebrać, i potem przed gotowaniem namoczyć. Albo odwrotnie: pozbierać takie galaretowate, ususzyć, i przed gotowaniem znowu namoczyć.

Ja ostatnio wzięłam z lasu zamrożone, a potem ugotowałam i zamarynowałam.

Uszaki są bez smaku 😀 Mi odpowiada ich chrupka konsystencja i fakt, że przejmują smak, tego, do czego się ich doda. Idealnie octu 😀

Uszaki bzowe
Uszaki bzowe, to były kompletne maleństwa, fotografowane tuż przed zmrokiem
Uszaki bzowe
Uszaki bzowe, ładna, fotogeniczna grupka
Uszaki bzowe
To uszaki bzowe znalezione tydzień temu pod Krakowem, w temperaturze poniżej zera, dlatego zamarznięte. Doskonale nadały się do marynowania
Uszaki bzowe
Uszaki bzowe, wczorajsze, z wrocławskiego Lasu Osobowickiego
Uszak bzowy
Uszak bzowy, tu na całą wyprawę do Lasu Mokrzańskiego znalazł się tylko ten jeden. Obfotografowany jak gwiazda w Cannes!
Uszak bzowy
Uszak bzowy – wypisz, wymaluj – ucho 😀
Uszaki bzowe
Uszaki bzowe, wczorajsze, z wrocławskiego Lasu Osobowickiego, nadgryzione zębem czasu czy zębem zwierza?;)

Płomiennica zimowa

Zima nie obfituje może w nie wiadomo ile gatunków, ale mam wśród zimowych grzybów swoje doprawdy ulubione grzybowe tematy fotograficzne.

Na równi bodajże z uszakiem, lubię robić zdjęcia płomiennicy zimowej. O płomiennicy pisałam w zeszłym roku, poczytajcie tu.

Co nowego od czasu tamtego posta? Odważyłam się płomiennicę zjeść!

Dla mnie żadna rewelacja. Usmażyłam na maśle klarowanym. Niby grzyb delikatny i przyjemny w smaku, ale trochę mało wyrazisty, może „dojrzeję”, jak z siedzuniem sosnowym. A może ze strachu mi nie smakował 😀 😀 (bo pierwszy raz jadłam, a to z blaszkami jakaś dziwna kępka, z nieznanego pieńka).

Nie sięgam też zatem po hodowlaną wersję płomiennicy, czyli dostępne w sklepie enoki, niby to samo, ale o ile mniej dobrze wyglądające. Enoki, uprawiane bez dostępu światła, są białe, mają małe kapelusze i bardzo długie trzony.

Płomiennica zimowa
Płomiennica zimowa
Płomiennica zimowa
Płomiennica zimowa, najczęściej rośnie w kępkach, ale w tym roku mam szczęście do pojedynczych lub rosnących w innych układach;)

Boczniak ostrygowaty

W tym roku udało mi się boczniaki namierzyć dwa razy i w tym przypadku postanowiłam się odważyć i spróbować po raz pierwszy w życiu. O walorach smakowych boczniaków słyszałam w superlatywach, również jadłam kiedyś niezwykle smaczne à la „flaczki” oraz à la „śledzik”. (Tak – te rzeczy – które udają co innego. My wegetarianie znamy to bardzo dobrze.)

Swój boczniakowy łup usmażyłam na maśle klarowanym, jak płomiennicę i było to nawet bardziej rozczarowujące, niż z płomiennicą😉

Boczniaki ostrygowate
Boczniaki ostrygowate z Parku Leśnickiego we Wrocławiu
Boczniaki ostrygowate
Boczniaki ostrygowate, okolice góry Ślęży.
105 mm; f / 36; czas naświetlania 13 sek; ISO 100.

Obserwacje o zbieraniu grzybów zimą

  • Zawsze bawi mnie to, że zimą na grzybobraniu patrzy się też przed siebie lub w górę, a nie tylko pod nogi, jak w głównym sezonie. Grzyby zimowe rosną bowiem często na drzewach lub krzakach, ewentualnie na gałęziach, które z nich pospadały. Okupują też różnego rodzaju pnie, czy kłody.
  • Dla nas znalezienie grzyba na drzewie to radocha, dla drzewa to niestety zła wiadomość, grzyby to często wstrętne pasożyty drzew.
  • Nieraz aż mi się smutno robi, jak patrzę na to, co się dzieje naokoło. Wszystko szare i wypłowiałe. My też szarzy i wypłowiali. Ale przyjdzie wiosna! Lasy zamienią się w bogate dżungle, pełne soczystych liści, kolorowych kwiatów, będzie w nich rozbrzmiewał śpiew ptaków. Grzyby też będą znowu kolorowe.

Obserwacje na temat fotografowania grzybów zimą

Przeprosiłam się ze statywem. Fotografowanie na statywie mnie wkurza, ja mam dwie lewe ręce i zero cierpliwości, do tego ciężki sprzęt i statyw też ciężki. Jednak przy permanentnych niedoborach światła w zimie, zwłaszcza w lesie, statyw jest nieodzowny!

Grzyby mają nieregularne kształty i przy fotografii makro, którą uwielbiam, względną głębię ostrości można uzyskać przy większych wartościach przesłony (małym otwarciu, przez co mamy do czynienia z jeszcze mniejszą ilością światła).

Tak więc fotografuję na statywie, przy przezabawnych wartościach typu f /36 i czasie nawet do 15 sekund!

Siostra – fotografka obśmiała mnie kiedyś, gdy wzięła mój aparat:

Co ty masz tu ustawione? 5,6?! Ja nie przekraczam 4!

Kochanie, ja teraz robię na przesłonie 36 <3 😛

Poza tym zakochałam się w Photoshopie! Dotąd praktycznie nie używałam do zdjęć przyrodniczych, a teraz sobie choć odrobinę wyostrzę lub pousuwam jakieś brudy „spot healing brushem”, a nie „spot removalem” w Lightroomie;)