Wygląda na to, że Wrocław budzi się z zimowego snu! Wreszcie przyszedł pierwszy, długo wyczekiwany ciepły, prawie wiosenny dzień. Wrocławianie wylegli z domów, ja zainaugurowałam sezon leżakowy z kawą przed domem, a potem wyruszyłam na z aparatem na miasto – po zdjęcia krokusów i patrzeć jak wymizerowany zimą Wrocław wystawia się do słońca. Choć na weekend zapowiadają powrót mrozów, to tylko kwestia dni, góra tygodni, kiedy wiosna wybuchnie zielenią, ciepełkiem i całym swoim bogactwem!
Zaczyna się lepsza połowa roku
Już sobota była niezła. Ze 12 stopni (w niedzielę we Wrocławiu mieliśmy 16 stopni!). Śpiew ptaków. Fajne powietrze. Zamarłam i zapiszczałam, jakby w oknie stanął mi obcy facet, gdy dojrzałam w ogrodzie zakwitnięte krokusy. Dzień wcześniej ich jeszcze nie było. Słowo honoru. Dzień wcześniej.
- O yes, mój własny krokusik. Zafioletowił się dla mnie znienacka <3
No właśnie, to jest ten niesamowity geometryczny postęp (lub może można to opisać jakąś inną, lepszą matematyczną zasadą), kiedy od marca codziennie dzieją się nowe rzeczy: coś rozkwita, coś zaczyna śpiewać, coś latać i brzęczeć, ktoś pije kawę w kawiarnianym ogródku, ludzie w zimowym outficie przeplatają się na mieście z tymi w T-shirtach. Wyciągają rowery, kupują hulajnogi, łażą, biegają, gadają ze sobą na ławkach. Życie przenosi się na zewnątrz. Za chwilę przesuną czas i w ogóle będzie jasno prawie do ósmej wieczorem.
Chociaż “zżółkła zimowa trawa jeszcze nie ożyła”, czyli odwieczna radość z nadejścia wiosny
Tak jak ja z tymi krokusami, o tym, że całkiem nieoczekiwanie nadeszła wiosna, przekonał się James Herriot, we “Wszystkich stworzeniach małych i dużych” (kapitalna książka, polecam z całego serca!).
“Był koniec marca, a ja właśnie badałem owce na wysokim zboczu. Schodząc potem w dół, oparłem się plecami o jedno z drzew w małym zacisznym lasku sosnowym i nagle uświadomiłem sobie, że czuję ciepłe promienie słońca na zamkniętych powiekach, że śpiewają skowronki, a wiatr szumi wysoko w gałęziach. Chociaż więc śnieg leżał jeszcze w bruzdach za murkami i zżółkła zimowa trawa jeszcze nie ożyła, w powietrzu pachniało odmianą, prawie wolnością.”
Jak to pierwsza ciepła niedziela zbiegła się z pierwszą niehandlową niedzielą…
… i dała nam całe bogactwo możliwości, skoro już ulubiona galeria zamknięta:) Dawno nie widziałam takich tłumów w knajpach, przed knajpami, na ulicach, w rynku, w parkach. Ja swoje przechadzki zakończyłam wielką cappuccino i pysznym plackiem socca w kozim serem i cukinią w bistro Giselle.
- Wrocław, widok od Teatru Lalek, jedno z pierwszych miejsc, w którym pojawiają się w mieście krokusy.
- Wrocław, Park Strachowicki, zawsze tu pełno rowerzystów, biegaczy i wszelakiej maści sportowców. Od teraz znowu!
- Po spacerach kawka plus wyżerka:)
Jak to mówią: najlepsze dopiero przed nami (the best is yet to come). Gdzieś tam pewnie dopiero w sierpniu, zaliczymy na powrót załamkę, gdy przyjdzie pierwsza chłodna noc i zaboli nas, że “dopiero 20:30” i już jakby zaczyna się ściemniać.
A póki co, serce się raduje, bo przed nami maj i czerwiec, i wakacje… A potem grzyby;)
1 Komentarz
[…] dobra, żartowałam z tym ostatnim postem o wiośnie. Mam nadzieję, że nie pochowaliście czapek i […]